Jak LIDL przegrał z Cebulandią

cebula

Lidl gościł na moim blogu całkiem niedawno (dla niezorientowanych: Lekcja marketingomatyki według Lidla). Co prawda kolejny zaplanowany wpis miał być także o Lidlu, ale w zupełnie innym kontekście. Jednak jak się okazuje, życie samo pisze scenariusze i tak oto powstał drugi już post o markach własnych owego dyskontu. Jeśli kogoś boli cebulactwo, to niech lepiej skończy czytać ten tekst teraz, bo nie ręczę za jego zdrowie.

Po dość kontrowersyjnym sposobie reklamowania marek własnych, Lidl kontynuuje działania promujące swoje produkty. Tym razem dyskont zorganizował akcję, w której można przetestować dowolnie wybraną markę własną. Jeśli test się nie uda, a co za tym idzie dany produkt nie spełni oczekiwań, klient może żądać zwrotu pieniędzy. Ma na to praktycznie cały miesiąc, bo akcja trwa od 27 października do 30 listopada. Tak wygląda grafika promująca akcję:

sprytnie

Szczerze mowiąc, akcja rzuciła mi się w oczy na samym jej początku, ale nie przyglądając się wtedy żadnym szczegółom przeszedłem obok niej obojętnie. Zdarzają się bowiem podobne promocje – z resztą niedawno Biedronka organizowała coś takiego. Nic odkrywczego. Okazuje się jednak, że Lidl nie wziął pod uwagę dosyć istotnej kwestii, jaką jest poziom cebulactwa w Polsce. Takim sposobem, ze standardowej akcji promocyjnej narodził się spory bałagan, który delikatnie mówiąc nie pomaga marce wizerunkowo.

Chociaż jak tak sobie myślę teraz o tym z perspektywy czasu, to jednak już od początku były pewne znaki, które zapowiadały ten – jednak zaskakujący obrót wydarzeń, jak choćby wpis z takim tytułem na www.mamokazje.pl:

cebula

gg

Ale dobrze, spójrzmy na najważniejsze punkty z regulaminu, żeby każdy wiedział o co w ogóle chodzi:

hh

reg1

reg2

jj

Przetłumaczę te kilka punktów z języka polskiego na język cebulowy:

jj

Cebulaku, dziadu, biedny – okradany przez wszystkich, Polaku! Przyjdź do nas do sklepu! Kup po 10 sztuk/do 10kg produktów każdej z naszych marek własnych (oprócz papierosów/alkoholu/leków/artykułów dla niemowląt – co wynika z 7. punktu regulaminu), pochowaj je sobie w domu do lodówki, upchaj w kredensie czy gdzie tylko chcesz, wróć do nas, a my oddamy Ci pieniądze! Możesz mieć tak dużo rzeczy za darmo! W końcu, po tylu latach możesz zemścić się na niemieckich złodziejach i oszustach! Za ojczyznę!

jj

Absolutnie nie przesadzam, choć chciałbym. Właśnie tak odebrali to niektórzy klienci sklepu. Widać to doskonale w komentarzach na Facebooku Lidla i artykułach, jakie ukazały się w ostatnich dniach w sieci. Np. bezprawnik.pl wrzucił poniższe zdjęcie, które przedstawia jak wygląda proces zwracania pustych opakowań produktów, biorących udział w promocji. Czy to jeszcze kasa czy już sortownia śmieci?

śmieci

A może po prostu tak się akurat złożyło, że komuś nie spasowało wiele produktów marek własnych Lidla? Może ktoś oczekuje czegoś więcej? No cóż: zaufał, kupił, próbował, testował, ale jednak to nie to. Ależ te marki muszą być beznadziejne!

Oooo, tutaj też akurat komuś nie smakowało:

moja oleśnica


Dosyć ironii.

Co ciekawe, akcja przeszkadza normalnym klientom, dla których Lidl nie jest po prostu “tani”, jak miewał w zwyczaju reklamować się na początku swojej działalności. Odkąd Lidl chce być bardziej de luxe, niskie ceny mają być jedynie przyjemnym dodatkiem. Dlatego nie powinno dziwić oburzenie normalnej części społeczeństwa, która z zażenowaniem patrzy na to co się dzieje:

post1

post2

post4 post3

post4

kom1

kom2

kom3

i tak dalej…


Trochę mi przykro i współczuję Lidlowi, że wpakował się w takie bagno. Zwykła, sympatyczna akcja okazała się strzałem w kolano i dużym problemem. Z drugiej zaś strony, ewidentnie ktoś nie przemyślał dobrze promocji. Wystarczyłoby zmienić trochę zasady, ograniczyć choćby możliwość zwrotu produktów.

Teraz Lidl na całej akcji traci nie tylko pieniądze, ale także stałych klientów, którzy nie sa przyzwyczajeni do śmietników przy kasie. Według mnie jedynym rozwiązaniem tego problemu jest zakończenie całej akcji przed czasem, póki jeszcze nie jest za późno.

Co zrobi Lidl? Zobaczymy! Może powinien przy zwrocie rozdawać naklejki Virtuti Cebulari?

virtuti


EDIT 09.11.:

Już wczoraj wieczorem Lidl zrobił to, co mógł zrobić w tej sytuacji. Oto oficjalny komunikat marki:

W nawiązaniu do nadesłanego pytania chcielibyśmy poinformować, że podjęliśmy decyzję o zakończeniu z dniem 8 listopada 2016 r. promocji objętej „Zasadami zwrotów produktów marek własnych Lidla (artykułów spożywczych, chemicznych i kosmetyków)”.

Przyczyną tej decyzji są przypadki wykorzystywania promocji wbrew jej celom. Niemniej jednak chcielibyśmy podziękować wszystkim klientom, którzy testowali nasze marki własne i dzielili się z nami swoimi opiniami za pośrednictwem Biura Obsługi Klienta.

Oczywiście wszyscy Klienci, którzy dokonali zakupów przed dniem zakończenia akcji nadal mogą korzystać z uprawnień wskazanych w jej Zasadach w odniesieniu do produktów wcześniej nabytych.

W przyszłości, długofalowo będziemy rozwijać udogodnienia w zakresie zwrotów Produktów marek Lidla oraz nowych konceptów promocyjnych.

Chyba mamy remis. 😉

Skomentuj