Jest Crunchips, są E! A przynajmniej w Polsce…

Od kilku miesięcy fanpejdż marki Crunchips na Facebooku, a raczej sekcja „posty gości” przeżywa istne oblężenie wpisów z grafikami przedstawiającymi porównanie jednego z produktów, który znacznie różni się składem na rynku niemieckim i polskim.

Chodzi o paprykowe chipsy Crunchips, a różnice w składzie są następujące:

O co konkretnie cała ta afera?

Największy zarzut, który stawiany jest marce to obecność oleju palmowego w składzie chipsów sprzedawanych w Polsce. Goście odwiedzający profil Crunchips zwaracają w postach uwagę na fakt, że olej palmowy jest bardzo szkodliwy, ponieważ wpływa np. na podwyższenie cholesterolu.

Chociaż szczerze mówiąc, ciężko jest znaleźć jakiś post z merytorycznymi zarzutami wobec marki. Są to raczej wpisy ludzi, którzy zobaczyli obrazek gdzieś na Wykopie lub Demotywatorach i bezmyślnie podają dalej z dopiskiem w stylu DLACZEGO WY TRUJECIE LUDZI?! nie mając zielonego pojęcia o tym, co właściwie jest złego w oleju palmowym…

No ale wróćmy do tematu.

Przeszukując internet natknąłem się oczywiście na wiele artykułów, z których jasno wynika, że olej palmowy to zło wcielone i należy unikać go jak ognia. Pomyślałem jednak, że spytam, co na ten temat do powiedzenia mają dziewczyny z Czytamy Etykiety, ponieważ jako fan serwisu znajduję tam wiele przydatnej wiedzy na temat tego co kupować, a co omijać szerokim łukiem. Okazuje się, że wcale nie taki diabeł straszny, jak go malują:

 

W kontekście chipsów to nawet byśmy powiedziały, że olej słonecznikowy jest bardziej szkodliwy. Na nim przecież nie można smażyć, bo zawiera ogromną ilość wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, które ulegają utlenieniu pod wpływem temperatury. Palmowy zawiera z kolei ok. 50% tłuszczów nasyconych i z natury jest półstały – i jeśli nie poddamy go utwardzaniu, to nie ma podstaw, aby się do niego tak bardzo zniechęcać i demonizować go, co ma miejsce przez ostatnie lata. Do smażenia nadaje się lepiej niż słonecznikowy.

Nasycone kwasy tłuszczowe również mają swoje ważne funkcje i w pewnych ilościach są niezbędne (najlepszym dowodem jest fakt, że podstawowym pokarmem niemowląt jest mleko – zawierające nasycone kasy tłuszczowe). Tym bardziej, że nasycone kwasy tłuszczowe w oleju palmowym należą głównie do średniołańcuchowych, wśród których jest także kwas laurynowy, obecny w mleku matki.   Są one inaczej trawione i metabolizowane, niż kwasy długołańcuchowe – obecne w większości tłuszczów zwierzęcych (choć to też nie jest regułą) i służą jako szybkie źródło energii.

 

Tyle na temat samej szkodliwości oleju palmowego według autorek Czytamy Etykiety. Nie znaczy to jednak, że kontrowersje wokół niego są całkowicie nieuzasadnione:

 

Kontrowersje przy oleju palmowym dotyczą metod uprawy – nielegalne wycinanie lasów deszczowych przyczynia się do zmniejszenia bioróżnorodności itp. Z tego względu nie jesteśmy zwolenniczkami tłuszczu palmowego, ale też nie mówimy, że sam w sobie jest szkodliwy.

 

Czyli właściwie wszystko jest OK?

Nie. Poza olejem palmowym, chipsy Crunchips w polskiej wersji mają w swoim składzie także glutaminian sodu (E-621), czyli wzmacniacz smaku, którego spożywanie odradzane jest przez wielu dietetyków, choć nie ma żadnych naukowych dowodów na jego szkodliwość. Mimo to, jakimś cudem, niemiecką wersję tego samego produktu udało się wyprodukować bez jego obecności. Po co więc dorzuca się go do składu w Polsce? No tak, dla smaku! Bo Polacy uwielbiają zajadać się glutaminianem sodu (głupi ja, zapomniałem).

W polskiej wersji chipsów znalazł się także chlorek potasu (E508), którego dzienne, bezpieczne spożycie nie zostało określone przez wytyczne Unii Europejskiej.  Zaznaczono jedynie, że w produktach spożywczych chlorek potasu stosowany może być w minimalnych, koniecznych z punktu technologicznego ilościach. Zbyt często stosowany chlorek potasu może przyczynić się do powstania wrzodów żołądka. Wykazano także jego toksyczność w stosunku do wątroby, układu krwionośnego i oddechowego. Z tych też względów dzieci, kobiety w ciąży i karmiące powinny go unikać.

Dodatkowy zarzut to cena chipsów. W Niemczech za paczkę 175g zapłacić trzeba ok. 1,89 euro, a w Polsce 150g kosztuje 4,79zł. Po kilku niezbyt skomplikowanych działaniach wychodzi, że cena Crunchips paprykowych w Niemczech to ok. 4,6zł za 100g, a w Polsce 3,19zł za 100g. W Polsce taniej? Zdecydowanie, jednak w kontekście różnicy zarobków te kwoty nabierają innego znaczenia. 

A co na to Crunchips?

Odpowiedzi na zarzuty fanów na Facebooku są dosyć zabawne. Oto standardowa formułka, którą przeczytać mogą osoby wrzucające na profil marki słynną już grafikę:

Czyli krótko mówiąc – marka Crunchips twierdzi, że Polacy (ale nie tylko – Irlandczycy też) uwielbiają, gdy w produktach znajdują się wzmaczniacze smaku, bo po prostu Polacy wolą je od naturalnych aromatów i przypraw. No pewnie, kto by nie chciał wpakować w siebie więcej E… hE hE hE. 

Powyższa formułka wklejana jest jako standardowa odpowiedź na zaczepki dociekliwych klientów, a wszelkie próby drążenia tematu pozostawiane są już bez odpowiedzi. Ja szczerze mówiąc chętnie dowiedziałbym się dlaczego tak naprawdę w Polsce dorzuca się niepotrzebne “E”. Czy rzeczywiście zastąpienie ich innymi przyprawami i aromatami wpłynęłoby znacznie na wzrost ceny chipsów? A może w Niemczech są jakieś bardziej restrykcyjne przepisy prawne dotyczące produkcji żywności? 

Cóż, wychodzi na to, że nie tylko legendarna już “niemiecka chemia” charakteryzuje się lepszą jakością. Teraz do elitarnego grona dołączają paprykowe Crunchipsy ;). 


Na koniec chciałbym podziękować dziewczynom z Czytamy Etykiety za wypowiedź dotyczącą oleju palmowego! Jeśli chcecie wiedzieć, co warto jeść, a czego lepiej nie tykać, klik: 

Skomentuj