Szkoła Mistrzów Reklamy – nowa przygoda czas START!

Kto jest obecny w grupie AIE+ na Facebooku, ten mógł już jakiś czas temu zobaczyć zabawny spot mówiący o tym, co dzieje się z CV trafiającymi do agencji reklamowych. Zwłaszcza z takim, które w polu doświadczenie ma puste pola lub pozycje zupełnie niezwiązane z branżą. Sam doskonale wiem, że wcale nie jest łatwo dobić się do pracy w reklamie czy w social media. U mnie pomocą był zawsze fanpejdż i blog, ale przecież nie każdy prowadzi bloga! Jak więc zdobyć doświadczenie? Co zrobić, gdy nie wiadomo od czego zacząć?

Ja wiem od czego zacząć – od spotu, o którym wspomniałem. Zobaczcie, jaką wartość w agencji reklamowej ma CV bez doświadczenia.

I niestety tak właśnie wygląda rzeczywistość. Ja swoją przygodę z branżą zacząłem na studiach, a studiowałem finanse i rachunkowość. Ponieważ już wtedy interesowałem się reklamą i prowadziłem AIE na Facebooku, to właśnie fanpejdż stał się moją kartą przetargową.

Osoba, która zaprosiła mnie na rozmowę (Basiu, jeśli to czytasz – pozdrawiam!) widziała, że co prawda nie mam doświadczenia, ale interesuję się tym, co dzieje się w branży. Wiedziała, że mam coś do powiedzenia w tym temacie i jak okazało się na rozmowie – miała podobne opinie na temat opisywanych przeze mnie kampanii i kejsów.

No i dzięki AIE dostałem się na staż, który dał mi naprawdę wiele! Poznałem pracę z briefem, organizację zadań wewnątrz agencji oraz mogłem współtworzyć kampanie. To było super.

Miałem szczęście, bo trafiłem w fajne miejsce, gdzie już w pierwszym dniu uczestniczyłem w normalnych kampaniach prowadzonych przez agencję, nikt nie traktował mnie jak półgłówka do parzenia kawy i w każdej chwili mogłem liczyć na pomoc.

Niestety nie wszędzie tak jest. Znam miejsca, gdzie staże są darmowe, a stażyści traktowani są jak tania siła robocza. I albo po prostu nikt nie ma dla nich czasu, albo specjalnie bierze się kogoś, kto z założenia będzie parzył przysłowiową kawkę. Dlatego właśnie kwestia stażu zawsze jest pewną niewiadomą.

JEŚLI NIE STAŻ TO CO?

Być może coś takiego jak Szkoła Mistrzów Reklamy? Zacząłem w zeszłą sobotę roczny kurs dla osób aspirujących na stanowiska copywriter/art. Dlaczego zajęcia są łączone? Cytując informacje na stronie szkoły:

W agencji reklamowej praca copywritera i art directora polega początkowo na tym samym: i jeden i drugi ma za zadanie wymyślać ciekawe, niezwykłe, intrygujące, skuteczne i mądre reklamy. Obrazy i słowa.

Nie sposób się nie zgodzić. I choć specyfika współpracy pomiędzy copywriterem, a artem nieco różni się w zależności od systemu, w jakim pracuje dana agencja, to ogólnie mówiąc tak wygląda sytuacja.

SKĄD SIĘ TAM WZIĄŁEM?

AIE przynosi mi czasem różne korzyści – pomaga na rozmowach o pracę (ZAWSZE), a także owocuje ciekawymi współpracami. Tak też było w tym wypadku. Pewnego razu odezwała się do mnie właścicielka SMR. Chciała – krótko mówiąc – by pisano o szkole. Nie chciała natomiast, żeby były to teksty na zamówienie, artykuły pisane bez znajomości tematu itp. Uff – takie podeście to ja rozumiem! Zaproponowała, żebym wpadł na zajęcia lub żebym wziął udział w całym kursie.

Długo się nie zastanawiałem! Dlaczego?

Po pierwsze, kiedy jeszcze studiowałem swoje znienawidzone finanse, trafiłem na SMR w internecie i rozważałem uczestnictwo w kursie, w końcu jednak się nie zdecydowałem. Po drugie – z czystej ciekawości. Skoro mam możliwość zobaczyć jak jest – czemu nie! I po trzecie w końcu, stwierdziłem, że to będzie ekstra temat na bloga, z którego skorzysta niejeden z Was. Wiem jak to jest, gdy szuka się opinii na temat tego typu kursów, szkół w internecie. Ze swojej strony już na wstępie mogę obiecać, że wszystko, co tu napiszę będzie moją szczerą opinią.

Ogólne Wrażenia o Szkole Mistrzów Reklamy

Na razie nie mogę powiedzieć wiele, bo byłem tylko na jednych zajęciach. Specjalnie nie użyłem słowa „pierwszych”, ponieważ do tego konkretnego kursu można dołączyć prawie w każdej chwili – po rozmowie z założycielką szkoły – tak, by nie wbić się w środek jakiegoś projektu.

Zajęcia odbywają się w soboty (3x w miesiącu), co dla osób spoza Warszawy może być zarówno plusem, jak i minusem. Niektórzy woleliby pewnie odbębnić dwa całe weekendy w miesiącu, by potem mieć więcej wolnego. Jeśli chodzi o mnie – lepszą opcją są same soboty. Akurat obecnie pracuję i mieszkam w Krakowie i caaaaaaały długi tydzień z reklamą w roli głównej bez dnia wytchnienia byłby koszmarem ;). Poza tym odpada konieczność organizowania noclegu.

Będąc w szkole w sobotę, trafiłem akurat na zajęcia, na których omawiano prezentacje robione zajęcia wcześniej. Najpierw pomyślałem sobie, że stracę tylko swój czas, jednak okazało się, że i tak dowiedziałem się wielu cennych rzeczy w temacie tworzenia i przedstawiania prezentacji klientowi – bo na tym polegały akurat te warsztaty.

Kolejne zajęcia nie były już tak bardzo powiązane z czymś, co było wcześniej, więc w ogóle nie odczułem, że „wbijam się” w środek czegoś, co już trwa.

Co na pewno jest fajne?

  • Po pierwsze to, że rzeczywiście kurs prowadzą ludzie z branży. I nie są to ci ludzie, którzy biegają po wszystkich szkoleniach w Polsce, organizując te same wykłady i robiąc sobie zdjęcia z selfie-stickiem (if you know, what I mean, pozdro dla kumatych HE HE HE :D). Są to osoby, których ja w większości osobiście nie kojarzę, ale pracują w znaczących agencjach na wysokich stanowiskach oraz mają na swoim koncie wiele branżowych nagród. Krótko mówiąc – osoby z agencyjnym doświadczeniem i masą wiedzy wyniesionej z pracy nad konkretnymi projektami, a nie z powtarzanych na szkoleniach frazesów.

Dla przykładu, w sobotę zajęcia prowadzili: Mariusz Pitura – dyrektor kreatywny agencji WALK, Agnieszka Klimczak – dyrektor kreatywna JWT (to ta była agencja Tigera, ale Agnieszka zaczęła tam pracę już po słynnej aferze instagramowej) oraz założyielka szkoły, Katarzyna Dragović. Całą kadrę przejrzeć możecie TUTAJ.

 

  • DUUUUUUŻO KEJSÓW. Jednego dnia zobaczyłem mnóstwo ciekawych przykładów reklam, o których nie miałem pojęcia. Super spoty, wyjątkowe kreacje – naprawdę było tego sporo i co chwilę zapisywałem sobie, które z nich będę chciał wrzucić na AIE. Tak swoją drogą – zapraszam do grupy AIE+, bo tam na pewno będę dzielił się niektórymi kejsami!

 

  • Zero teorii, kreatywne ćwiczenia i praca w grupie. Rzeczywiście – nie mamy tutaj wykładów, a zajęcia to po prostu warsztaty. Otrzymujemy zadania i briefy, tworzymy burzę mózgów lub pracujemy pojedynczo. A co więcej, na zajęcia przyprowadzani są także klienci z prawdziwymi briefami.

 

  • Możliwość stworzenia własnego portfolio lub chociaż części. I nie są to bujdy, co doskonale pokazuje przykład kampanii, która odbiła się szerokim echem w social media. Pamiętacie akcję z kobiecym mlekiem dodawanym do kawy w jednej z kawiarni? Wrzucałem to nawet na fanpejdż. Okazuje się, że pomysł narodził się na zajęciach SMR. Jeśli ktoś nie pamięta, o czym mowa, przypominam:

 

 

  • Duże otwarcie na uczestników kursu i elastyczność. Z tego, co już zdążyłem się zorientować, można spokojnie poprosić o zorganizowanie zajęć, które interesują grupę. Można zasugerować tematykę spotkań, a co za tym idzie uczyć się tego, na czym nam zależy. Co ciekawe, po zakończeniu kursu można nadal bez problemu chodzić na zajęcia! Fajna sprawa, bo wykładowcy się zmieniają, pojawiają się nowe tematy, więc jeśli ktoś tylko ma czas i chęci – może bywać nadal ;).

 

  •  Znajomości z ludźmi z branży, nowe kontakty. To bardzo ważna zaleta. Uczestnicząc na zajęciach prowadzonych przez pracowników agencji reklamowych można być po prostu zauważonym. Inni mogą wysyłać CV, starać się dostać do przypadkowych agencji, podczas gdy uczestnik kursu może zostać zauważony przez prowadzącego zajęcia. A jeśli nawet nie – zawsze pozostają kontakty. Można zagadać na fejsbuku, pogadać po zajęciach, to się czasem przydaje – zapewniam!

 

INNE KURSY

Jeśli interesuje Was inne stanowisko w branży reklamowej, na pewno zaciekawią Was kursy o innej tematyce. Obecnie jest ich 8, m.in. zajęcia przygotowujące do pracy na stanowisku account manager (ale forwardować maile to ja Was też mogę nauczyć, hehehehe :D), strateg komunikacji, social media manager itp. Więcej TUTAJ.

CO DALEJ?

Sam jestem ciekaw co dalej. Co jakiś czas będę pisał co tam słychać u mnie na zajęciach i relacjonował co się dzieje. Myślę, że to fajna opcja dla kogoś, kto rozważa udział w tego typu kursach, które nie są wcale takie tanie. Sprawdzę dla Was czy warto! 😉

Na koniec jeszcze raz zapraszam do grupy AIE+, gdzie będę dzielił się wrażeniami na pewno częściej niż na blogu. Następne zajęcia odbywają się w tę sobotę, ale akurat będę we Włoszech. Najbliższa okazja – pierwszy tydzień po świętach.

Jeśli macie pytania – piszcie. A może ktoś z Was ma jakieś doświadczenia z SMR? Jesteście zadowoleni? Jestem bardzo ciekaw!

Skomentuj